W tym roku w styczniu miałem przyjemność być we włoskiej miejscowości Baselga di Pine. Piękny tor do jazdy szybkiej więc człowiek sobie myśli - spróbuje. Buty swoje od rolek, płoza pożyczona od Jana Sz. - to se myślę że będę tam wymiatał jak nie przymierzając Johan Olaf Kos w Calgary.
A tu proszę. O przekładance zapomniałem zaraz jak wszedłem w pierwszy zakręt. Proszę zauważyć że użyłem słowa "wszedłem" a nie wjechałem. Potem było już tylko gorzej. Po powrocie moja żona miała żal do Marka i Jasia: "Czemu żeście temu debilowi nie powiedzieli że lód jest tak śliski..."
A ja pewny swoich umiejętności podjąłem kolejna próbę przekładanki na łuku ( na prostej z początku też robiłem ale to nogi mi się plątały). No i udało się. Jeździłem sobie ze dwie godziny. Słońce, lekki mrozik - fajna sprawa, szkoda że u nas te zimy to raczej szarówka i permanentny dół psychiczny.
Teraz technika. Technika w rolkach i łyżwach szybkich jest zupełnie odmienna. W rolkach podnosisz się od razu a w łyżwach spróbuj wstać na raz. Najpierw na kolana, potem jak się uda to dalej. A najlepiej jak ktoś w butach stoi obok i Cię podniesie
Jeszcze o tzw. wyjechaniu o którym ktoś wcześniej pisał. Rzeczywiście w łyżwach występuje coś takiego. Jak się położyłem to wyjechałem z dobre 100 metrów pomimo długich paznokci i głębokich rys na lodzie.
No i ostatnia kwestia techniczna. Postawa. W łyżwach jest rzeczywiście dużo niższa niż w rolkach. U mnie tego nie widać ... bo mi brzuch przeszkadzał.

P.S. Powyższy strój był tylko użytkowany w czasie tak zwanego z angielska "warm up time" Później się przebrałem w ten obcisły z kapturem na głowę, ale przy 120 kg wyglądałem jak Michellin - gdzie spojrzysz to oponka - więc Wam nie pokażę





